Klaudia Osiak Fotograf

Daria i Patryc | Nell Court, Gdynia

17 maja.

To nie była przypadkowo wybrana data. Do tej siedemnastki mieliśmy sentyment, a maj to przecież piękny miesiąc, gdzie wszystko budzi się ze snu i zaczyna żyć #nanowo. Choć nie raz spotkaliśmy się z krytyką dotyczącą tej daty, bo przecież „ ślub  majowy, grób gotowy ” i różne inne takie, to i tak postawiliśmy na swoim. Nie w naszym zwyczaju jest opierać powodzenie naszego małżeństwa na przesądach. Zdecydowanie wolimy je opierać na tym, który je wymyślił. 

 

 

Trochę z niedowierzaniem spojrzałam na datę w telefonie jak tylko się przebudziłam. O, to już! To dziś! Czułam się szczęśliwa, choć przyznam, że był to ten rodzaj szczęścia, którego nie miałam okazji jeszcze czuć. Bardzo miłe uczucie, które towarzyszy mi do dnia dzisiejszego. Zawsze lubię mieć wszystko zaplanowane, poukładane, dopieszczone, dopięte na ostatni guzik. Spodziewałam się, że coś pójdzie nie tak jak byśmy chcieli, albo że wydarzy się coś, czego totalnie nie przewidzieliśmy, a tu lipa. SPOKÓJ. To była przyjemna chwila. Tak już zupełnie na poważnie dotarło do mnie, że Pat po 8 latach nareszcie będzie moim mężem i popłynęły pierwsze łezki wzruszenia.    

 

 

Po tym pełnym szczęścia i spokoju poranku dostałam wiadomość od mojej świadkowej:

„ …Jak lilia między cierniami, tak moja najdroższa między kobietami.
Jak jabłoń wśród leśnych drzew, tak mój najdroższy między mężczyznami.
W jego cieniu zapragnęłam znaleźć się i zostać, jego owoc jest słodki dla mych ust” Pnp 2: 1-3

 

 

Chwila, kiedy moja mamisa i druhenki pomagały mi w zakładaniu sukienki, była wyjątkowa. Spojrzałam w lustro i chciało mi się płakać. Każda z nas ma jakieś kompleksy i każda chce tego dnia wyglądać pięknie i tak się czuć. Ja doznałam szoku, bo wyglądałam lepiej niż sobie wyobrażałam w tej mojej główce. Poczułam wdzięczność za to, jakich ludzi dał mi Bóg. Na koniec, zanim jeszcze wyszłam żeby ogłosić światu, że będę żoną, usiadłam na chwilę, a moje druhenki pomodliły się o ten dzień i naszą wspólną małżeńską przyszłość. Wtedy byłam już fizycznie i duchowo gotowa na spotkanie z tym jedynym.

 

Dojechałyśmy na miejsce. Tą drogę wyobrażałam sobie niezliczoną ilość razy. Zastanawiałam się, co będę wtedy czuła i za każdym razem, kiedy ten spacer odtwarzałam w mojej głowie, byłam poruszona. Myślałam o mojej mamie. O tym, jakie to niezwykłe, że to właśnie ona będzie mnie prowadzić do mężczyzny, z którym zdecydowałam spędzić życie. Czułam się dumna, że mam tak wspaniałą, piękną i dzielną mamę. Wychowanie dziecka praktycznie samej nigdy nie jest proste, tym bardziej byłam jej wdzięczna, że przyczyniła się do tego jak czułam się jako kobieta.

 

Kiedy go zobaczyłam już nic innego nie miało znaczenia. Widziałam już tylko jego. Pamiętam jego minę kiedy mnie zobaczył i dzięki zdjęciom nigdy nie uleci mi z pamięci. Moment przysięgi też był wyjątkowy. Wzruszona, ale opanowana na tyle żeby móc wypowiedzieć swojemu ukochanemu to co miałam na sercu. Dzisiaj wiem, że naszym gościom tak łatwo to opanowanie nie przyszło.

 

Potem wszystko już żyło swoim życiem i toczyło się bardzo, bardzo szybko. Temu dniu towarzyszy tak wiele emocji i tak wiele się dzieje. Ciężko złapać je wszystkie. Pamiętam, jak bardzo chciałam wchłonąć wszystkie ważne momenty. Wiem tyle, że tego dnia cały czas się uśmiechałam. Wiem, że nie było idealnie, ale było pięknie. Wiem, że mieliśmy super gości, którzy potrafią się bawić, ale też super przyjaciół i rodzinę, którzy ratowali trudne sytuacje. Wiem, że gdyby nie oni to nasz ślub mógłby się zamienić w katastrofę. To ogromne szczęście, że ich mieliśmy, a całości dopełniła zwariowana niespodzianka, którą przygotowali. Naprawdę myślałam, że ze śmiechu przestanę oddychać. Wiem, że tego dnia doświadczyłam ogromu miłości, a Bóg pokazał mi, że może spełnić nawet te najbardziej odrealnione marzenia. Byłam przeszczęśliwa.

 

 A dzisiaj? Codziennie budzę się obok mężczyzny moich marzeń i cały czas nie dowierzam, że to się wydarzyło. Jestem tak samo szczęśliwa jak w dniu ślubu i bardzo podekscytowana naszym wspólnym życiem.

Miejsce: Nell Court

Film : Paweł Wajde, Mleko i Miód

Suknia: Anna Kara via Arttrend – nie mogłam uwierzyć jak można uszyć sukienkę idealnie dopasowaną do figury takiej jak moja nie widząc mnie wcześniej, a mając jedynie pomiary. Dalej nie ogarniam, ale one to zrobiły.

Kwiaty: Pracownia florystyczna Narcyz

Make up: Patrycja Gębka – bardzo zależy jej na tym, żeby klientka była zadowolona. Wyróżnia ją na pewno wytrwałość i dążenie do doskonałości. Będzie robić tyle próbnych makijaży, aż w końcu obie strony będą zadowolone.

Fryzura: Agnieszka Drąg – wszystkiego uczyła się sama, a czesze lepiej niż niejeden fryzjer z profesjonalnego salonu.

Drewniane Tablice: Pracownia Limon

Przystrojenie sali: rodzina i przyjaciele Darii i Pata