Klaudia Osiak Fotograf

Klaudka z bloku

Prawdopodobnie nigdy nie nazwę Was Katarzyną i Grzegorzem. Dla mnie będziecie Kasią i Grzesiem. Pierwszego maila zakończę uściskami albo pozdrowieniami z miejsca, w którym akurat przebywam. Pewnie po kilkunastu minutach spotkania będę znała Wasze zwierzęta, najlepszych przyjaciół, ulubione kwiaty mamy. Wszystko zanotuję w różowym notesie w kropki, koniecznie czarnym długopisem, jeśli nie podczas spotkania, to zaraz po nim. Na marginesach porobię sobie dopiski „ale super para!”, „będzie konkret” albo „myślą, że ja tego nie widziałam, ale przecież to takie słodziaki!”. Podczas Waszej przysięgi poryczę się, a potem pomodlę za Wasze małżeństwo. Na weselu potuptam z boku do moich ulubionych kawałków. Pewnie do paczki ze zdjęciami dorzucę Wam coś od siebie, bo uwielbiam robić prezenty. 

Tak mam i codziennie zauważam, że nie jest to standard. Rozmawiam z fotografami i nieraz widzę, że łapią się za głowę, kiedy słyszą o tym, jak się ze mną pracuje. Mój facet totalnie nie rozumie, jak można się tak spoufalać z obcymi ludźmi, a do tego miesiące po ślubie wciąż utrzymywać z nimi kontakt. Nie jest to norma, ja wiem. Ale, kurła, nie po to zakładałam WŁASNY biznes, żeby był on pisany na CZYICHŚ zasadach.

Mam wrażenie, że w tym całym ślubnym grajdołku gdzieś zgubił się człowiek. Jest on ważny tylko do momentu (a datę ważności wyznacza dzień zaksięgowania przelewu). Zamiast spotykać się, słuchać i dopytywać o szczegóły, wolimy wysyłać formularze do wypełnienia, a na ślubie wymienić ze sobą maksymalnie trzy spojrzenia. A przecież jeśli wszyscy będziemy traktować siebie równo, z szacunkiem i zaufaniem, to dystans dzielący klienta i podwykonawcę nie będzie nas dotyczył. Bardzo szybko staniemy się kompanami w tym niemałym przedsięwzięciu!

Nie chcę robić dużo, chcę robić dobrze. Konsekwentnie, z roku na rok, zmniejszam ilość ślubów, które fotografuję i żeby było jasne – wypracowanie tego zajęło mi LATA. To nie są postanowienia i metody, z którymi weszłam do branży ślubnej. To zasady wynikające z mojego wiecznego zmęczenia, wkurwienia i nieczujących nic nadgarstków po fotografowaniu ślubów weekend za weekendem. Wesel, po których stwierdzałam, że pracowałam z fajną parą, ale w sumie to nic o nich nie wiem. A ja tak nie lubię. Lubię ludzi i lubię wiedzieć, co mają w głowach. Nie na sobie, w otoczeniu, za sobą lub przed sobą. Lubię wiedzieć, co noszą w serduchach.

YOU MIGHT ALSO LIKE

LEAVE A COMMENT